Remont w biurze

Szef dużej korporacji postanowił wyremontować biuro swojego zespołu logistycznego. Remont miał odbyć się w okresie urlopowym, nikt jednak w tym czasie nie miał zaplanowanych wczasów, ponieważ jak wiadomo, w branży ogrodniczej wakacje to bardzo trudny okres. Załoga miała setki zamówień na baseny ogrodowe, place zabaw oraz altany. Codziennie spływały nowe wytyczne od zarządu, bo reklama w telewizji i nowe rabaty okazały się strzałem w dziesiątkę. Szef jednak wie najlepiej i zawsze ma rację. Nie było dyskusji, nawet kiedy, kierownik działu próbował delikatnie wyperswadować pomysł remontu biura w gorącym okresie, nic nie wskórał. Ekipa remontowa była zamówiona, materiały kupione. Dziewczyny z logistyki przewracały tylko oczami, jak panie sprzątające zaczęły zdejmować rolety z okien. Nie da się przecież pracować, jak słońce świeci prosto w monitor. Dodatkowo odłączono klimatyzację, bo komuś bardzo przeszkadzała. Telefony się urywały, magazyn przyjmował mnóstwo towaru, a wydawać by się mogło, że nikt tego nie kontroluje. Najstarsza z osób z biura zabrała laptopa i poszła bez słowa pracować na hali przyjęć towaru. Kierownik zrezygnował z prób odbierania telefonów w głośnym biurze. Ekipa remontowa od dwóch dni już wierci, wymieniają okna na nowe. Nie żeby z poprzednimi oknami coś było nie tak, po prostu szef stwierdził, że wszystko powinno być nowe i pasować stylem do reszty. Nie ma to jak wymieniać okna w wielkim magazynie. Kolejną bzdurą była wymiana wykładziny. Stara wykładzina czyszczona była co roku i zdecydowania mogłaby posłużyć jeszcze przez parę lat. Zresztą, firmie kończył się kontrakt za dwa lata, mogli sobie spokojnie znaleźć drugi magazyn. Większy i nowocześniejszy. Ściany, które zawsze były malowane na biało teraz mają być szaro-purpurowe. Nie do końca wiadomo było, kto finalnie zatwierdził tę barwę. Pracownicy podejrzewali, że żona szefa maczała w tym palce. Lubiła wtrącać się do wszystkiego, nawet do tego, że logistycy piją za dużo kawy z cukrem, a cukier jest niezdrowy. W trosce o załogę kupiła im słodzik, do tej pory nie został otwarty. Schowali go, żeby nie wymyśliła czegoś gorszego. Do wymiany mają być też lampy, klosze są już podobno stare i niemodne. Po co moda w biurze logistyki? Dziewczyny nie mogły wytrzymać kolejnego dnia hałasu, jedna z nich poszła na urlop chorobowy, a druga dołączyła do koleżanki i przeniosła się na halę przyjęć. Więcej z niej tam pożytku będzie. Mimo, że jest tam większy ruch, wydaje się być ciszej. W pewnej chwili w biurze został tylko szef, zachwycony frontem robót, nie szczędził też złotych rad ekipie budowlanej. Chyba uśmiechali się jedynie, nie rozumiejąc co do nich mówi, byli zza wschodniej granicy. Boss czuł się spełniony, mając poczucie, że nimi dyryguje. Meble zostały zamówione na wymiar. Stare szafki biurowe mają zostać zastąpione nowymi, drewnianymi witrynami. Proste biurka mają zostać wymienione, na ich miejsce staną drewniane i ciężkie biurka. Najbardziej niezadowolona była jedna z pracownic, która nie cierpiała pracować przy wielkim stole, twierdziła, że pusta przestrzeń ją przeraża, jakiś rodzaj nerwicy lękowej, podobno ma na to leki. Teraz będzie musiała zwiększyć ich dawkę. Na największej ścianie zawsze wisiała tablica z wynikami firmy za dany tydzień. Teraz tablica zniknie, na jej miejsce szef zamówił fototapetę. Każdy otrzyma swoją szafkę na dokumenty oraz przydział w wielkiej szafie. Każdemu pracownikowi przysługuje też organizer do szafy, który pomoże mu łatwiej zarządzać swoim czasem. Nikt jednak nie miał odwagi przypomnieć zwierzchnikowi, że od paru miesięcy nie drukują żadnych papierów, bo wszystko ma postać elektroniczną. Towar do systemu wchodzi za pomocą skanowania kodów kreskowych, wuzetki są elektroniczne. Nawet karty urlopowe zniknęły. Stara szafa służyła im do trzymania kawy, herbaty i nieotwartego słodzika. Liczyła się tablica, naprawdę z niej korzystali. W każdy poniedziałek kierownik działu logistyki zapisywał na niej target i wynik z zeszłego tygodnia, mobilizowało to grupę do pracy. Teraz będą patrzeć na safari. Fototapeta (najpewniej wybierana przez żonę szefa) przedstawia, bowiem żyrafę i dwa słonie. Niby to ładne, ale niepraktyczne, dobre do salonu albo pokoju myśliwego lub działacza ekologicznego. Do wyboru. Położenie nowej wykładziny wymagało opróżnienie biura, wszystko musiało zostać wywleczone na korytarz. Nawet ciężkie biurko szefa zmieniło lokalizację. Zwierzchnik (albo jego żona) wpadł na pomysł, aby nieco ocieplić wizerunek logistyki. Każdemu z pracowników kazał przynieść swoje zdjęcia z rodziną, zostaną elegancko oprawione i powieszone na ścianie zaraz koło zebry i słonia. Nikt jednak nie przyniósł fotografii, każdy stwierdził, że albo nie posiada, albo musi dopiero wywołać, albo ciągle zapomina. Zapominalskim szef przyszedł z pomocą, bowiem wysłał im przypominającego SMS, kiedy wieczorem relaksowali się przy kieliszku wina. Zdaniem bossa w biurze nie było klimatu, brakowało roślin. Do biura trafiły więc kaktusy i draceny. Bardzo dużo kwiatów, w każdym kącie będą stały rośliny, wyznaczone zostały dyżury podlewających. Po trzech tygodniach biuro było gotowe, z racji tego, że była to połowa sierpnia, prawie wszyscy pracownicy poszli na urlop. Szef podrapał się po głowie i stwierdził, że w sumie to mogli teraz właśnie robić remont, a nie wtedy, jak zamówień było najwięcej. Przez pomieszczenie przeszedł świst, to najstarsza pracownica jęknęła i zmroziła zwierzchnika wzrokiem. Jednak szef nie załapał aluzji, wstał i otworzył drzwi wielkiej szafy. Stał tak przez chwilę i gapił się na puste segregatory, po upływie dłuższej chwili, zapytał dlaczego nikt nie włożyć jeszcze dokumentów do szafy? Dopiero kierownik działu uzmysłowił mu, że nie mają żadnych dokumentów. Niezrażony szef stwierdził, że muszą coś przynieść z domu, bo szafa nie może stać pusta. Cała załoga wybuchnęła śmiechem, byli bezsilni. Po miesiącu szef szedł z kawą przez biuro i potknął się, kawa wylała się na świeżo wymienioną wykładzinę i zrobiła brzydką plamę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here